.

.

czwartek, 26 maja 2016

Myoxocephalus scorpius


Kur diabeł (Myoxocephalus scorpius)


Jedną z najciekawszych ryb Bałtyku a zarazem najbardziej intrygującym jest Kur diabeł. Jego diaboliczny wizerunek oraz rzadkość występowania czyni tą rybę pełną tajemnic a pierwszy kontakt wędkarza z tym gatunkiem zwykle budzi zdziwienie i emocje. Również te nieuzasadnione wynikające z mitów o rzekomych trujących właściwościach kolców i wyrostków skóry, co czasem kończy się dla ryby dość brutalnym potraktowaniem z pominięciem rąk. Kur diabeł z pewnością na to nie zasługuje i należy wypiąć go ostrożnie zwracając uwagę na relatywnie delikatny pyski i wypuścić.

Oczywiście kur wyposażony jest w wyrostki, kolce jednak spełniają one funkcję obrony mechanicznej. Nie produkują toksyny jak w przypadku innych gatunków Jednak pokryte są śluzem jak całe ciało ryby. Ten zaś  po przypadkowym ukłuciu dostaje się do rany i jako substancja obca dla naszego organizmu o odmiennym składzie białek może spowodować infekcję. Podobnie ma się przecież sprawa z ukłuciem wyrostkiem płetwy grzbietowej sandacza lub okonia, jednak nikt nie posądza tych ryb o toksyczność.

Jak wspomniałem to gatunek rzadki choć często wrzucany z racji pewnego zewnętrznego podobieństwa do jednego koszyka ze współczesnymi gatunkami inwazyjnymi  jak Babka bycza (Neogobius melanostomus (Pallas 1811), która współcześnie dotarła do naszego morza prawdopodobnie w wodach balastowych statków podróżujących z Morza  Czarnego, Kaspijskiego lub Azowskiego. Podobnie jak babce przypisuje się kurowi ogromną żarłoczność a co za tym idzie szkodliwość dla ekosystemu. Faktem jest, że żywi się małymi rybami w domyśle narybkiem gatunków cennych. Jednak natura uczyniła go drapieżnikiem i nie ma w tym nic nadzwyczajnego a nieliczna populacja kura nie stanowi zagrożenia pojmowanego jak w przypadku babki byczej. 

Niestety "diabeł" traktowany jest  jako bałtyckie dziwo, które rzekomo czyni ogromne szkody. Na wodach Bałtyku wędkuję od lat 60 - tych ubiegłego wieku i nawet w tamtych czasach świetności wód przybrzeżnych złowienie "diabła" było sporym wydarzeniem ograniczonym do kilku sztuk rocznie przy dużej dozie szczęścia. Nie ma też znaczenia gospodarczego, ponieważ równie rzadko "gości" w sieciach rybaków, choć w przekazach internetowych bez trudu odnajdziemy przepisy kulinarne zachwalające rzekome walory smakowe tej ryby. 

Jestem zdania, że Kur diabeł zasługuje na szczególne traktowanie i winniśmy choć zastanowić się nad jego ochroną gatunkową, ponieważ to przedstawiciel "starej imigracji", którego bałtycka historia sięga eonów i należy uznać go gatunek rodzimy. Nie ma rzetelnych danych o jego obecnej populacji a to już jest niepokojące wobec postrzegania drapieżników bałtyckich wyłącznie i bezkrytycznie przez pryzmat szkodliwości dla ryb o znaczeniu gospodarczym.



niedziela, 22 maja 2016

Czy dorszowa flota stanie na kotwicy


Czy dorszowa flota stanie na kotwicy? ... Odpowiedź na pytanie - tak, może wkrótce stać się faktem. Dotyczy to zarówno łodzi rybackich jak i wędkarskich. Recz za sprawą uznania dorsza za rybę zagrożoną, która przez szwedzkich ekologów z organizacji WWF, doczekała się wpisania na listę gatunków zagrożonych - Czerwona księga. To oczywiście rekomendacja dla unijnych urzędników ale z taką opinią zgadzają się również polscy rybacy. Ich obserwacje i doświadczenia ostatnich lat, również wskazują na katastrofalną liczebność i kondycję bałtyckich dorszy. Armatorzy postulują wydłużenia okresu ochronnego na połów dorszy do pięciu miesięcy w roku oraz oczekują rekompensat za postój kutrów w portach w/w czasie. Domagają się również całkowitego zakazu połowów paszowych na Bałtyku.

Ryby są coraz mniejsze i przede wszystkim chude z braku pokarmu. Nie mają też siły na migracje pokarmową i uganianie się za zdobyczą. O lat trudno też o egzemplarze do rozrodu. To już równia pochyła dla tego gatunku, szczególnie w połączeniu z drastycznym ograniczeniem bazy pokarmowej dorszy w postaci śledzia i szprota, dziesiątkowanych połowami paszowymi.

Póki co z oporem problem dostrzegają wędkarze, niejako zapominając, że udział w połowach dorsza przez tą grupę szacowany jest obecnie nawet na 10%  liczby ogólnie poławianych dorszy na Bałtyku. Wobec powyższego za duży błąd w obecnej sytuacji wypada uznać lobbowanie Polskiego Związku Wędkarskiego na rzecz najnowszych zapisów ROZPORZĄDZENIA MINISTRA ROLNICTWA I ROZWOJU WSI z dnia 6 lipca 2015 r. w sprawie wymiarów i okresów ochronnych organizmów morskich poławianych przy wykonywaniu rybołówstwa rekreacyjnego. Gdzie zniesiono limity wędkarskich połowów dorszy, ustanawiając po drodze niezwykle skromy wymiar ochronny  - 35 cm. 

Problem w tym, że komercyjne wędkowanie morskie to niemałe koszty dla uczestników i potrzeba zarobku dla świadczących usługi tego rodzaju. Czyli rejs musi się zwrócić obu grupom, bez względu na okoliczności - którymi są chude i niewielkie dorsze. Dodajmy do tego wszechobecny sport w działalności PZW, który nie ominął wód morskich a zawody wszelkiej maści w połowach dorszy z pełnym zapałem działaczy organizowane są na potęgę. Trudno się dziwić skoro zielone światło idzie z samej góry, bo już w inauguracyjnym "przemówieniu" nowego Prezesa Zarządu Głównego PZW, dowiedzieliśmy się że, cytuję:  "Ja mogę mówić o kwestii łowienia, zwłaszcza na morzu, prawda. Po kolei o kwestii zarządzania, natomiast jeśli chodzi o sprawy ichtiologiczne, no jeszcze muszę trochę tej wiedzy mieć."

Nie będę zatem szczególnie zdziwiony, gdy wędkarze będą ostatnią grupą apelującą o zakaz połowu dorszy, bo czego spodziewać się od zwykle dobrze nasyconych organizmów wyrobami przemysłu spirytusowego, będących klientami łodzi i kutrów wędkarskich na Bałtyku. W tym miejscu nie będę hipokrytą przekonującym o szczególnych doznaniach wędkarskich w połowach dorsza. Idąc dalej nie znajduję argumentacji, która przekona wędkujących by oddać się jedynie emocjom złap i wypuść, bo od zawsze dorsz poławiany był dla mięsa i tak długo jeszcze pozostanie. A raczej mogło by pozostać, gdyby szkielet tej ryby nie był obecnie pokryty jedynie skórą. 

Niestety chętnych wędkarzy nie zabraknie, bo pokusa napełnienia bez limitu skrzynek nawet marną rybą jest zbyt duża. Z ubolewaniem należy przyjąć, że społeczność wędkarska nie będzie liderem a nawet uczestnikiem postulowanych przez rybaków ograniczeń a jedynie któregoś dnia zrobi przysłowiowego "karpia" dowiadując się, że dorsza łowić już nie wolno.

sobota, 7 maja 2016

Gdy łososiem dzięcielina pała



Tak to już jest gdy ktoś odnosi sukces. W takim przypadku robi się wszystko by to zniszczyć, lub kolokwialnie mówić - wyciągnąć z tego kasę. Nie inaczej jest z morskimi połowami łososi przez wędkarzy na polskich wodach przybrzeżnych Bałtyku. Rozmawiając z wędkarzami słodkowodnymi, czytając fora odnoszę wrażenie, że powoli choć nieuchronnie nad wędkarstwem morskim zbierają się ciemne chmury zawiści. Bo jak to jest, że jeden stoi na brzegu rzeki i kręci beret z bezsilności wobec nieliczonych dni nad wodą bez kontaktu z rybą. Inny natomiast oddaje się morskim połowom i rzadko wraca o kiju bez łososia lub troci, do tego epatując drogą łodzią i sprzętem wędkarskim do trollingu.

Wędkarz morski zaczyna być traktowany jak złodziej, który podbiera ryby zawodowym rybakom lub wędkarzom z lądu, w mniemaniu których złowione na Bałtyku łososie nie dotrą do tarlisk w polskich rzekach. Niestety u wielu takich oponentów pokutuje myślenie kategoriami stawu, zarówno w znaczeniu niewielkiego zbiornika jak i praktyk hodowlanych. Pewnie wydaje im się, że wystarczy zaniechać połowów bałtyckich łososi w ogóle, by nasze rzeki zaroiły się od łososi. Związkowi działacze oraz uczeni ichtiolodzy zapewne znajdą wtedy sposób by namówić łososie aby podarowały sobie dotychczasowy rytm wędrówek tarłowych ku wodom Skandynawii i wędrówek pokarmowych ku naszym wybrzeżom. Najlepiej by do końca życia pozostały w rzece - polskiej rzece, biało - czerwonej rzece, gdzie bociany i dzięcielina pała a tam stały się masowo dostępne dla społeczeństwa, jako powszechne dobro narodowe. Jeszcze lepiej by nie oglądały się na zanieczyszczenie naszych wód, eutrofizację, Małe Elektrownie Wodne, urbanizację rzecznych brzegów, regulacje koryt, brak bazy pokarmowej. Łosoś to mądra ryba więc może da się namówić a może to zrobi dla wybranego narodu Europy, by świat znów mógł powiedzieć -  Polak potrafi. 

Zatem nerwowo poruszającym się brzegami naszych rzek, przypomnę w telegraficznym skrócie historię rodzimego łososia z publikacji:
 CHROŃMY PRZYRODĘ OJCZYSTĄ  cytuję ...

"Łosoś Salmo salar. Na południu Polski (Skawa) ostatnie łososie obserwowano w 1952 roku. W latach 70. ubiegłego stulecia gatunku tego nie notowano już w dolnej Wiśle i większości rzek Pomorza.  Jedyna już populacja łososia w Polsce w rzece Drawie drastycznie się zmniejszała, a ostatnie tarlaki odnotowano tam w 1985 r. Próbę restytucji podjęto już w latach 1985–1987 w oparciu o materiał zarybieniowy pochodzący z rzeki Daugava (Zachodnia Dźwina). Został on wprowadzony głównie do rzek Pomorza (Wieprza, Grabowa, Drawa, Brda) i Drwęcy. Pierwsze wstępujące na tarło ryby odnotowano w Drwęcy w 1996 r., a w kolejnych latach i innych rzekach północnej Polski. Następnie gatunek ten wprowadzano do górnych dopływów Wisły i Odry. Dotychczasowe wyniki restytucji łososia w Polsce można uznać za częściowo udane, co pozwala zmienić jego klasyfikację zagrożenia w stosunku do roku 1999 z EXP na EW/CD. Należy jednak zaznaczyć, że pomimo dobrych perspektyw utrzymania łososia w rzekach północnej Polski, jego lokalny genotyp został bezpowrotnie stracony." ... koniec cytatu.

Dla równowagi powyższego zestawienia zacytuje fragment z innej publikacji:
KOMISJA EUROPEJSKA DYREKCJA GENERALNA DS. GOSPODARKI MORSKIEJ I RYBOŁÓWSTWA.

"Potencjalna produkcja w rzekach, do których migrują dziko żyjące łososie bałtyckie (z wyłączeniem obszaru Zatoki Fińskiej) może wynieść od 2,5 do 5,1 mln dzikich smoltów rocznie (przy czym najbardziej prawdopodobny wynik to 3,45 mln). Szacuje się, że obecna produkcja dziko żyjących smoltów wynosi około dwóch trzecich potencjalnej całkowitej produkcji smoltów i oczekuje się, że w bliskiej przyszłości poziom ten nadal będzie wysoki, natomiast w rzekach, do których łosoś został ponownie wprowadzony, poziom produkcji w dalszym ciągu jest niski."

W tym miejscu warto zwrócić uwagę na terminologię  - "gatunek ten wprowadzano" czyli zarybienia. Niestety wszystko u nas stoi na zarybianiach bez rzetelnej oceny potencjału rzek a poruszając się w interpretacji Polskiej Księgi Gatunków Zagrożonych przeczytamy również o pozostałych gatunkach w tym łososiowatych: CHROŃMY PRZYRODĘ OJCZYSTĄ  cytuję ...

"Gatunki zależne od ochrony (CD) ... choć ochrona gatunków powinna obejmować szereg przedsięwzięć, w tym między innymi utrzymanie siedlisk, to w przypadku ryb często rozumiana jest jako „zależność od zarybień”. Tak też należy interpretować umiejscowienie w tej grupie czterech gatunków o znaczeniu gospodarczym (węgorz Anguilla anguilla, pstrąg potokowy Salmo trutta m. fario, troć wędrowna Salmo trutta m. trutta, lipień Thymallus thymallus). Wprawdzie działalność zarybieniowa jest zazwyczaj zabiegiem komercyjnym, ale jego celem jest też ochrona lokalnych populacji przed przełowieniem, czyli nadmierną eksploatacją, mogącą doprowadzić do wyginięcia gatunku. Status tych gatunków jest niemożliwy do ewaluacji w odniesieniu do naturalnych, samorozradzających się populacji, ponieważ powszechna i miejscami intensywna działalność zarybieniowa w Polsce (zwłaszcza w odniesieniu do pstrąga, troci wędrownej i lipienia) diametralnie go zmienia. W konsekwencji nie wiemy jak wyglądałaby sytuacja tych gatunków bez sztucznego wspomagania." ... koniec cytatu.

Tyle o słodkowodnych malkontentach, zatem słów kilka o rybakach morskich.

Podział kwot połowowych na Morzu Bałtyckim na 2015 r.
Ogólna kwota połowowa łososia dla Polski na rok 2015 w wysokości 6030 szt. została podzielona na armatorów statków rybackich, którzy co najmniej raz w latach 2005-2010 posiadali w specjalnym zezwoleniu połowowym kwotę połowową łososia oraz dokonali w tych latach odłowienia co najmniej części tej kwoty. Wielkość kwoty indywidualnej wyliczona została na podstawie procentowego współczynnika udziału danego armatora w całkowitych połowach łososia w latach 2005-2010, wyliczonego na podstawie jego połowów z tych lat.

Natomiast według założeń na rok 2016 ...

"Komisja Europejska przedstawiła wniosek dotyczący uprawnień do połowów w Morzu Bałtyckim na rok 2016. Jest to projekt rozporządzenia, które określi całkowity dopuszczalny połów (TAC, ang. total allowable catch), dając unijnym rybakom uprawnienia do połowów z dziesięciu głównych stad ryb eksploatowanych komercyjnie w Bałtyku."

"Według wniosku całkowity dopuszczalny połów na rok 2016 ze wszystkich stad z wyjątkiem łososia ma zostać zmniejszony o około 15 proc. w stosunku do tegorocznego limitu. Łączny dopuszczalny połów wyniósłby 565 692 ton. Połów łososia, mierzony w sztukach zamiast ton, mógłby wzrosnąć o 6 proc., osiągając pułap 115 874 szt."

Wobec przytoczonych limitów, szczególnie dla polskich rybaków (6030 szt - 2015 rok), udział wędkarskich połowów szacowany na kilkaset sztuk łososi może i pewnie budzi ich niepokój. Jednak od lat udział morskich połowów wędkarskich, szacowany jest na 5% a nawet na 10% ogólnej liczby poławianych np. dorszy. Jednak warto zauważyć, że zawodowi rybacy czerpią jedynie z naturalnych zasobów Bałtyku, nie prowadząc żadnej gospodarki rybackiej, zatem nie widzę podstaw by uzurpowali sobie prawo do wyłączności na połów ryb bałtyckich, w tym łososia. Tym bardziej traktowali łodzie trollingowe jak intruzów lub konkurencję. Szczególnie wobec ich niewielkiego zasięgu i relatywnie małego akwenu połowów wędkarskich. Z drugiej strony rybacka sieć, to sieć a wędka i przynęta nawet w trollingu to sprzęt, który nie gwarantuje udanego połowu.

Może się jednak zdarzyć w niedalekiej przyszłości, że głos zawodowych rybaków w postaci krytyki wędkarzy morskich, jakiemuś urzędnikowi zrodzi pomysł w głowie, by tych ostatnich obciążyć daniną. Nie będę bardzo zdziwiony gdy w kolejnych sezonach pojawi się jakaś "opłata łososiowa", bo skoro "burżuje" łososie poławiają, to można od nich wyciągnąć kasę. Oczywiście łososiom niewiele to pomorze, rybakom również ale sprawiedliwość dziejowa się dokona. No i tak to jest, gdy jednego uwiera, drugiego irytuje a trzeci skorzysta. Bardzo nie lubię gdy przychodzi mi powiedzieć  - "a nie mówiłem" ... i mam nadzieję, że w przypadku morskich połowów wędkarskich łososi, nie przyjdzie mi tego zrobić.

wtorek, 3 maja 2016

Zanim złowisz łososia ... warto wiedzieć.


Łosoś Marcina, złowiony podczas ostatniego rejsu łodzi "Trotka". Ryba 110 cm, waga 15 kg. Jednak na takie wędkarskie wyniki składa się historia bałtyckich łososi, ich przeszłość i przyszłość ...

Publikacja na podstawie dokumentu ... KOMISJA EUROPEJSKA DYREKCJA GENERALNA DS. GOSPODARKI MORSKIEJ I RYBOŁÓWSTWA
 Bruksela, dnia 13 lutego 2009 r.

Łosoś jest gatunkiem anadromicznym, który spędza okres życia młodocianego i dorosłego w morzu, natomiast na okres tarła wpływa do rzek. Dorosłe łososie z Morza Bałtyckiego wpływają do rzek na ogół w okresie letnim. Tam rozmnażają się, a ich młode (w stadium parr) spędzają w rzekach od roku do pięciu lat, a następnie, już jako smolty, migrują do morza. Łosoś, zanim powróci do rzeki, w której przyszedł na świat, przebywa i żeruje w morzu przez kilku lat. 

Łosoś bałtycki (Salmo salar, L.) różni się od łososia północnoatlantyckiego nie tylko występowaniem geograficznym, ale także pod względem genetycznym. Wiadomo, że dawniej ryba ta występowała w około stu rzekach, które wpływają do Bałtyku, jednak w wyniku zniszczenia siedlisk naturalnych, ich zanieczyszczenia, przeławiania i innych działań człowieka liczba rzek, w których występuje zjawisko naturalnej reprodukcji, spadła do poniżej trzydziestu.



Mapa pochodząca z planu SAP z 1999 r. przedstawiająca 89 bałtyckich rzek łososiowych podzielonych na trzy kategorie: 
1. Rzeki z dziką populacją łososia – czcionka pogrubiona 
2. Rzeki, w których zasoby łososia są wynikiem zarybień i w których nie występują dzikie populacje – czcionka normalna 
3. Rzeki, w których populacja łososia wyginęła, ale możliwe jest jej odtworzenie – czcionka podkreślona 

Historia zarządzania do chwili obecnej.

Stadami łososia w Morzu Bałtyckim w latach 1974-2005 zarządzała Międzynarodowa Komisja Rybołówstwa Morza Bałtyckiego (IBSFC). W 2005 r. IBSFC przestało istnieć. Zgodnie z zaleceniem wydanym przez IBSFC w 1989 r. poziomy połowów powinny uwzględniać ochronę wystarczającej liczby dziko żyjących tarlaków w celu zwiększenia i utrzymania produkcji dziko żyjących odmian łososi. W 1991 r. po raz pierwszy wprowadzono system całkowitego dopuszczalnego połowu (TAC) dla łososia bałtyckiego.

W 1997 r., po znaczącym spadku liczebności stad, będącym po części skutkiem syndromu M74  - niedobór Tiaminy w woreczkach żółtkowych wylęgu łososi, prowadzący do śmiertelności narybku. Tiamina odgrywa istotną rolę w przemianach węglowodanów oraz w metabolizmie tkanki nerwowej. 

Syndrom M74 atakuje zarówno mieszane stada łososia bałtyckiego, jak i stada dziko żyjące i może być przyczyną wysokiego wskaźnika śmiertelności narybku i osobników w stadium resorpcji woreczka żółtkowego. W latach 1992-1996 śmiertelność wskutek tej choroby wyniosła 50 % wszystkich młodych łososi, jednak od tego czasu współczynnik chorobowości spadł, a w ostatnich latach jest on bardzo niski. Czynniki mające wpływ na rozwój M74 nie zostały jeszcze dogłębnie zbadane, nie można zatem przewidzieć, jak będą w przyszłości kształtować się wskaźniki śmiertelności na skutek syndromu M74. Śmiertelność wywołana M74 była na przestrzeni lat różna i nagłe zmiany wskaźnika zapadalności na tę chorobę mogą ponownie wystąpić w przyszłości.

IBSFC przyjęło plan działania na rzecz łososia (SAP). Celem SAP było odtworzenie/odbudowa zasobów dzikiego łososia bałtyckiego w celu osiągnięcia do 2010 r. poziomu naturalnej produkcji wynoszącego co najmniej 50 % potencjalnego poziomu produkcji każdej rzeki łososiowej. Do innych celów należało utrzymanie różnorodności genetycznej stad, odtworzenie populacji łososia w potencjalnych rzekach łososiowych oraz utrzymanie możliwie najwyższego poziomu połowów. Plan przewidywał także zasady dotyczące ustalania TAC w odniesieniu do połowów przemysłowych prowadzonych w wodach morskich do linii brzegowej oraz specjalne zasady dotyczące odłowu łososia hodowlanego. Ponadto, w celu uzupełnienia środków podjętych przez IBSFC, od państw nadbrzeżnych zażądano przyjęcia krajowych środków, takich jak ustanowienie okresów i obszarów zamkniętych dla połowów lub poprawa stanu rzecznych siedlisk naturalnych i jakości wody. 

Od 2005 r., mimo że IBSFC przestało istnieć, Komisja Europejska w dalszym ciągu zajmowała się kwestią morskich połowów łososia, ustanawiając co roku całkowite dopuszczalne połowy oraz środki techniczne, takie jak wyznaczanie okresów zamkniętych dla połowów. Dodatkowo niektóre państwa członkowskie, zgodnie z celami wcześniejszej wersji SAP, ustanawiały środki krajowe.

W Krakowie w listopadzie 2007 r. komisja helsińska (HELCOM) wraz ze wszystkimi państwami basenu Morza Bałtyckiego będącymi członkami UE, UE i Federacją Rosyjską doszła do porozumienia w sprawie bałtyckiego planu działania. Plan ten obejmuje działania na rzecz łososia bałtyckiego, w tym klasyfikację i spis rzek łososiowych oraz rozwój stosownych działań na rzecz hodowli i odbudowy populacji, jak również planowanego poziomu produkcji.

Obecny stan stad.

ICES prowadzi ocenę stanu stad łososia bałtyckiego i każdego roku w czerwcu przekazuje Komisji swoją opinię.  Na podstawie unijnych celów zarządzania oraz cech biologicznych i genetycznych stad ICES wyznaczyło sześć jednostek oceny. Ustanawiając te sześć jednostek, ICES zakłada, że na konkretnym obszarze stada cechują podobne wzorce migracyjne oraz poziomy połowów i eksploatacji. Jednostkami oceny są:

1. stada północno-wschodniej części Zatoki Botnickiej: fińsko-szwedzka część wybrzeża, na północ od Perhonjoki w kierunku rzeki Råneälven, w tym rzeka Tornionjoki;
2. stada zachodniej części Zatoki Botnickiej: szwedzka część wybrzeża położona między Lögdeälven i Luleälven;
3. stada Morza Botnickiego: szwedzka część wybrzeża na północ od Dalälven w kierunku Gideälven i fińska część wybrzeża na północ od Paimionjoki w kierunku Kyrönjoki;
4. stada zachodniej części głównego basenu: rzeki położone na szwedzkim wybrzeżu na obszarach 
5. stada wschodniej części głównego basenu: rzeki estońskie, łotewskie, litewskie i polskie; 
6. Zatoka Fińska: obszar 32.

Stan stad oceniany jest na podstawie realizacji celu SAP, zgodnie z którym produkcja smoltów dziko żyjących łososi ma stanowić 50 % potencjalnej produkcji smoltów w każdej rzece. Potencjalna produkcja obliczona została dla każdej rzeki na podstawie udanego tarła, rozmiaru obszaru produkcji, jakości siedlisk naturalnych na obszarze zajmowanym przez łososie w stadium parr, współczynnika śmiertelności podczas wędrówki i w wieku smoltyfikacji. 

Potencjalna produkcja w rzekach, do których migrują dziko żyjące łososie bałtyckie (z wyłączeniem obszaru Zatoki Fińskiej) może wynieść od 2,5 do 5,1 mln dzikich smoltów rocznie (przy czym najbardziej prawdopodobny wynik to 3,45 mln). Szacuje się, że obecna produkcja dziko żyjących smoltów wynosi około dwóch trzecich potencjalnej całkowitej produkcji smoltów i oczekuje się, że w bliskiej przyszłości poziom ten nadal będzie wysoki, natomiast w rzekach, do których łosoś został ponownie wprowadzony, poziom produkcji w dalszym ciągu jest niski. 

Połowów łososia bałtyckiego.

Połowy łososia ze względu na ich charakter można podzielić na dwa rodzaje: rybołówstwo przemysłowe i połowy rekreacyjne. Ocenie poddano oba rodzaje połowów, a wnioski wyciągnięte na ich podstawie przedstawiono poniżej:

Rybołówstwo przemysłowe
W 2007 r. połowy przemysłowe łososia w Morzu Bałtyckim były najniższe od 1980 r. W okresie objętym planem SAP (lata 1997-2007) wielkość połowów łososia spadła z 2 395 do 913 ton (odpowiednio z 435 000 do 177 000 sztuk łososi). Punkt ciężkości rybołówstwa przesunął się z obszarów na morzu otwartym nieco bardziej w kierunku wód przybrzeżnych. W 1997 r. 88 % całkowitych połowów łososia stanowiły połowy na morzu otwartym, natomiast w 2007 r. — około 61 %. Przewiduje się utrzymanie tej tendencji. W tym okresie połowy prowadzone w Szwecji, Finlandii, Polsce i Danii stanowiły 90 % całkowitych połowów łososia bałtyckiego. Wartość połowów łososia bałtyckiego w 2007 r. wyniosła około 2,7 mln EUR. Połowy łososia stanowią około 0,5 % całkowitej wartości połowów wszystkich gatunków w Polsce, Danii, Szwecji i Finlandii.

Połowy rekreacyjne.
W przypadku rekreacyjnych połowów łososia, w 2007 r. połowy w rzekach wyniosły około 121 ton (19 000 sztuk łososi), natomiast w przypadku rekreacyjnych połowów morskich — około 110 ton (21 000 sztuk łososi). Suma tych wartości stanowi około 13 % całkowitych połowów łososia bałtyckiego. W ciągu ostatnich kilku lat około połowa rekreacyjnych połowów morskich była prowadzona metodą trollingu; ten rodzaj połowów stosowano nieco częściej w południowej części basenu głównego. W 2007 r. około 37 000 wędkarzy łowiło łososie w rzekach Szwecji i Finlandii, a około 1 500 do 3 000 brało udział w trollingowych połowach łososia.

Zagrożenia dla stad łososia bałtyckiego.

Niszczenie siedlisk naturalnych.
Na pewnym etapie rozwoju łososie potrzebują rzek o szybkim nurcie. Niestety w wyniku działalności człowieka liczba tego rodzaju siedlisk znacznie spadła w całym regionie basenu Morza Bałtyckiego. W sytuacji gdy rzeki są wykorzystywane do wytwarzania energii wodnej poprzez budowę zbiorników, turbin i tam, szlaki wędrówek łososi zostają zablokowane, a siła prądu zmieniona. Spławianie drewna było kolejnym ważnym powodem, który przyczynił się do wyrównywania i zmiany dużych odcinków bystrzy rzek północnej części obszaru basenu Morza Bałtyckiego, co w konsekwencji doprowadziło do obniżenia liczby odpowiednich dla łososia siedlisk naturalnych. 

Niska jakość wody w rzekach
Zawartość substancji odżywczych spływających z terenów uprawnych i osiedli wzrastała znacząco w wielu rzekach obszaru basenu Morza Bałtyckiego w miarę jak rosła produkcja podstawowa, a rozpad tych i innych dodanych substancji organicznych spowodował w wielu systemach rzecznych spadek zawartości tlenu. Łososie są zwykle traktowane jako dobry wskaźnik jakości wody, ponieważ są bardzo wrażliwe na środki zanieczyszczające, zakwaszenie i niski poziom zawartości tlenu. Przy wartości pH wynoszącej 6,3 lub mniej łosoś znajduje się w sytuacji zagrożenia, wynikającej ze zmiany składu chemicznego wody. Z tego względu od 1979 r. w Szwecji prowadzone jest zakrojone na dużą skalę wapnowanie, którego celem jest podniesienie wartości pH. W przypadku wielu rzek niepokojący jest również problem bezpośredniego wprowadzania toksycznych ścieków pochodzących z celulozowni i kopalń. 

Utrata różnorodności genetycznej i odbudowa populacji.
Istnieją dwa poważne zagrożenia dla genetycznej różnorodności stad łososia bałtyckiego: utrata materiału genetycznego i cech genetycznych z powodu spadku liczebności populacji lub jej wyginięcia, przemieszanie materiału genetycznego łososia dzikiego z materiałem genetycznym łososia hodowlanego oraz, w niektórych rzekach, także z materiałem genetycznym troci wędrownej. Tego rodzaju utrata różnorodności genetycznej powoduje osłabienie zdolności dostosowania się do lokalnych warunków środowiskowych i do takich zmian środowiskowych jak np. zmiana klimatu. 

Zgodnie z celem odbudowy stad zawartym we wcześniejszej wersji planu działania na rzecz łososia IBSFC, państwa członkowskie przez wiele lat wprowadzały narybek łososia oraz osobniki w fazach rozwoju parr i smolt do rzek, w których populacje łososia wyginęły. Prowadzono także dodatkowe zarybianie w rzekach, w których występowały słabe populacje. W niektórych państwach basenu Morza Bałtyckiego elektrownie wodne, w ramach rekompensaty za blokowanie szlaków wędrówek łososia, otrzymały od sądów nakazy wprowadzenia do rzek smoltów. W wyniku tych działań każdego roku w regionie Morza Bałtyckiego wypuszcza się 6-7 mln smoltów; liczba ta jest trzy razy wyższa od liczby smoltów pochodzących z naturalnej produkcji. Poważne obawy budzi nieznany dotąd ewentualny wpływ tego rodzaju zarybiania na genetyczną odporność populacji.

Przeżywalność łososia po stadium smolt w morzu. 
Poziom przeżywalności łososia po stadium smolt na przestrzeni ostatnich 10-15 lat stopniowo się obniżał. Najniższy dotychczas oszacowany wskaźnik przeżywalności odnotowano w 2005 r., kiedy to wyniósł on mniej niż 10 % w przypadku smoltów łososia hodowlanego i około 15 % w przypadku smoltów łososia dzikiego, a więc połowę wskaźnika z początku lat 90.

Dioksyny
Poziom zawartości dioksyn i substancji powiązanych podnosi się wraz z wiekiem danego osobnika. Poziom dioksyn u dorosłych łososi w Morzu Bałtyckim na ogół przekracza pułapy ustanowione w UE. W Finlandii i Szwecji zastosowano odstępstwa zezwalające na wprowadzanie łososia na rynki krajowe do końca 2011 r., natomiast Estonia, Łotwa, Litwa i Polska zwróciły się o przyznanie odstępstwa od przepisów UE w sprawie dioksyn. W Danii i na Łotwie łososie, których waga przekracza pewne poziomy, nie mogą być wprowadzane na rynek (Dania: 5,5 kg w przypadku ryb patroszonych; Łotwa: 6,0 kg w przypadku ryb niepatroszonych). W zależności od dostępnych rynków, zezwoleń na wyładunek i cen za ryby o wysokiej zawartości dioksyn rybacy zmieniają charakter i intensywność prowadzonych połowów, a to z kolei ma wpływ na stan stad.

Badanie naukowe
W ramach prac przygotowawczych do opracowania nowego planu zarządzania zasobami łososia, Komisja zwróciła się do ICES z prośbą o przeprowadzenie oceny poprzedniej wersji SAP i o wydanie zaleceń na temat nowego planu zarządzania. Kluczowe ustalenia oceny ICES dotyczącej poprzedniej wersji planu SAP można podsumować następująco: częściowo udało się zrealizować cel określony w ramach planu SAP, polegający na przywróceniu do 2010 r. naturalnej produkcji smoltów w rzekach łososiowych do poziomu 50 % ich potencjału; chociaż trudno jest ocenić, czy stada łososia bałtyckiego mieszczą się w „bezpiecznych granicach genetycznych”, istnieje obawa, że duża liczba wypuszczanych do rzek łososi hodowlanych może stanowić problem w rzekach, w których populacje łososia są osłabione. 

Zdaniem Komisji, w celu ochrony różnorodności genetycznej stad łososia bałtyckiego oraz wspierania odporności zasobów na przyszłe zagrożenia i obciążenia, ważna jest ochrona szczegółowych informacji genetycznych konkretnych populacji rzecznych. Komisja przyznaje, że wysoka liczba łososi hodowlanych w rzekach, w których stada łososia zostały uszczuplone, stanowi zagrożenie dla dzikiej populacji ze względu na konkurowanie o żywność i przestrzeń oraz mieszanie genów. Obawy budzą także przypadki ewentualnego migrowania do innych rzek. Jednym z rozwiązań tego problemu mogłoby być stopniowe ograniczanie dobrowolnego wypuszczania łososi hodowlanych do takich rzek, lub zmniejszenie ich stosunku do liczby smoltów łososia dzikiego ...

sobota, 30 kwietnia 2016

Co zjada łosoś


Na zdjęciu poniżej ... wycinek treści pokarmowej łososia złowionego w Zatoce Gdańskiej - waga ryby ponad 13 kg, długość 108 cm. 


W rzeczywistości odnalezionych cierników było kilkadziesiąt, obok kilku mocno już strawionych szprotek. Jak widać cierniki stanowiły zasadniczą część jego diety. Na podstawie stopnia strawienia można przyjąć, że cierniki zostały zjedzone ok 24 godz. wcześniej, uwzględniając temperaturę wody Bałtyku w strefie jego żerowania, czyli ok. 6 - 7 st. C oraz nieco większą temperaturę ciała łososia wynikającą z intensywnego żerowania. Jeden dzień w życiu łososia to możliwość pokonania ogromnych odległości i może rodzić się podejrzenie, że ryby żerowały na płyciznach, gdzie liczebność ciernika jest największa. Jednak cierniki przy tak rozrośniętej populacji, wbrew pozorom przebywają daleko od wybrzeży, docierając do stref żerowania łososi na głębokich wodach Zatoki Gdańskiej.


Pozycja połowu opisywanego egzemplarza łososia, z treścią pokarmową w postaci cierników.

Łososie skandynawskie odwiedzają  nasze wody przybrzeżne w okresie jesienno - wiosennym, odnajdując tu relatywnie lepsze warunki pokarmowe. Podstawą ich diety w tym okresie powinna być szprota, jednak przełowione łowiska również Bałtyku południowego nie zapewniają już obfitości tego gatunku. Przyglądając się doskonałej kondycji poławianych łososi, ich masie wyrażonej nie tylko w kg, ale proporcją szerokości do długości ciała wydaje się, że ryby odnajdują u nas dostateczną ilość pokarmu. Niestety cierniki mogą obecnie stanowić jeśli nie podstawę diety łososi, to z pewnością znaczący udział. To sytuacja odmienna od przypadku chudego dorsza, który z powodu braku naturalnego pokarmu jak szprot i śledź (połowy paszowe), nie jest przystosowany do zjadania cierników. Łosoś oraz pozostałe łososiowate Bałtyku, potrafią radzić sobie z kolczastym posiłkiem. To za sprawą budowy szczęk i układu zębów, może większej odporności układu pokarmowego na mechaniczne uszkodzenia. Jednak cierniki w diecie tych ryb stanowią "ostatnią linię obrony".


Niezależnie od strategii obronnej cierników w postaci kolczastych wyrostków, ryby te są łatwym kąskiem dla łososi za przyczyną niewielkiej ruchliwości ofiary. Polowanie na cierniki nie wymaga dużych nakładów energetycznych jak w przypadku uganiania się za ławicami szprota. Z tego powodu oraz wspomnianej anatomicznej predyspozycji w zjadaniu cierników, może paradoksalnie okazać się, że zmora Bałtyku w postaci nienaturalnie rozrośniętej liczebności ciernikowatych, jest szansą dla przetrwania łososi wobec katastrofalnego stanu ich dotychczasowego pokarmu. W tym miejscu musimy jednak pamiętać, że przyrosty wagowe łososiowatych żerujących na cierniku, nigdy nie będą tak znaczne bez udziału szproty oraz pozostałych bałtyckich gatunków. Obecna sytuacja wygląda zatem na chwilową strategię przetrwania bałtyckich łososi ...


Nieco o cierniku z opracowania ... Ryby dla Zatoki Założenia do koncepcji odtworzenie zasobów ryb Zatoki Puckiej. Materiał wstępny (do dyskusji) Dla Komunalnego Związku Gmin we Władysławowie Krzysztof E. Skóra Stacja Morska Uniwersytetu Gdańskiego  ... poniżej fragment:

"W nowych warunkach ekologicznych jakie ukształtowały się w Zatoce gatunkiem posiadającym najwięcej atrybutów w międzygatunkowej konkurencji okazał się ciernik. Wzrost jego ilości odnotowano już na początku lat siedemdziesiątych. Dzisiaj w strefie zalewowej Zatoki ciernik jest gatunkiem dominującym w strefie przybrzeżnej praktycznie przez cały rok. Ilość i biomasa ciernikowatych (ciernika i cierniczka) przekracza 95% składu ichtiofauny najpłytszego hydrolitoralu - siedliska, które normalnie powinno być licznie okupowane przez młodzież innych gatunków. Równomierne rozmieszczenie ciernika w wodach Zatoki Puckiej powoduje pełne nasycenie biocenozy tymi rybami i znaczną jego kontrolę nad zasobami innych gatunków. Wyjątkowo szerokie spektrum diety daje mu szansę bycia poważnym konkurentem pokarmowym wielu współbytujących z nim ryb. Jego euryfagia, przy braku stabilizacji struktury bazy pokarmowej ryb jest przystosowaniem pozwalającym na szybką adaptację do nowych warunków, co przy masowości jego występowania może dodatkowo ograniczać zasoby pokarmowe innych gatunków.

Kolejną przewagę ciernik osiąga dzięki sposobowi rozmnażania. Rozciągnięty w czasie okres rozrodu, składanie jaj do gniazd, opieka nad potomstwem podwyższa szansę sukcesu reprodukcyjnego nawet w trudnych (zanieczyszczenia), choć równych dla wszystkich ryb warunkach hydrochemicznych zatoki. Ciernikowi sprzyja struktura fitobentosu z dominującymi na wiosnę i z początkiem lata nitkowatymi brunatnicami z rodzaju Pilayella i Ectocarpus. Brak natomiast krasnorostów i morszczynu oraz ubytki trawy morskiej uniemożliwiają złożenie ikry innym fitofilnym gatunkom w tym potencjalnym drapieżnikom, mogącym odżywiać się narybkiem ciernikowatych. Efektywność rozrodu ciernika może wynikać również z faktu, że przy polimorfizmie tego gatunku osobniki każdej z form mogą odbywać tarło w odmiennych warunkach. Forma trachurus może czynić to w płytkich słonawych wodach zatoki a forma leiurus w okolicznych rzekach i kanałach melioracyjnych. Zabezpiecza to wystarczająco reprodukcję gatunku w przypadku niekorzystnych warunków w którymś z miejsc."